Polskie odcienie szarości: walka o życie himalaistów na Nanga Parbat

Dzisiaj cała Polska życje dramatem dwójki himalaistów – Polaka i Francuzki – którzy utknęli tuż pod kopułą szczytową na himalajskim ośmio-tysięczniku Nanga Parbat. Problemy pojawiły się przy schodzeniu, kiedy Polak nabawił sie choroby wysokościowej i ślepoty śnieżnej. W zwiazku z ciężką sytuacją Francuzka zdecydowała się na pozostawienie go w szczelinie śnieżnej decydując się na samotne zejście do obozu. Zorganizowana i wsparta przez polskie MSZ akcja ratunkowa ma miejsce dzisiaj i zaangażowali się w nią takkże polscy himaliści z wyprawy na K2. W Internecie zaś rozpętała się burza. Czy rzeczywiście trzeba pomagać komuś, kto dobrowolnie decyduje się na tak wielkie ryzyko? Do tego za pieniądze nas, podatników?! Postanowiłam się odnieść do całej sytuacji. Zapraszam Was do lektury i jeszcze bardziej – do komentowania całej sytuacji.*

Jak ważne jest poszerzanie własnych horyzonów

Podróż w nieznane. Georaficzne odkrycia. Pokonywanie własnych słabości. Poznawanie rzeczywistych możliwości człowieka. Poczucie, że się żyje. Żyje tak naprawdę, bez żadnych kompromisów. Podróże uczą tego wszystkiego. Poznanie różnych światów i ludzi żyjących w nich na takich samych zasadach jak my tu i teraz otwiera jakieś klepki w mózgu. Pokonywanie nowych trudności i wyjście z własnej strefy komfortu pozwala na zrozumienie wielu rzeczy. Uczy pokory. I wymaga odwagi.

Czy można posiąść te cechy? Myślę, że częściowo tak, ale nigdy w pełni. Jest to bowiem długotrwały proces w którym się uczestniczy, nieusatnie ucząc nowych rzeczy i przekraczając kolejne bariery. Sokrates powiedział „Wiem że nic nie wiem”. Czy bowiem nie jest tak, że im więcej się uczymy i im więcej wiedzy zdobywamy w jakiejkolwiek dziedzinie, tym bardziej zdajemy sobie sprawę jak dużo pozostało nam jeszcze do nauki?

Dziś podróżowanie jest modne. Modne i popularne. Staje się też coraz bardziej dostępne w Polsce i coraz więcej ludzi rusza w świat, który staje się coraz mniejszy. Mam nadzieję, że przyczyni się to do zmiany światopoglądu wielu z nas. Do otworzenia naszych umysłów na nieznane i gotowość na akceptację sposobów myślenia innych niż nasze własne. Nie chcę też, aby zabrzmiało to jak jakikolwiek sposób wywyższania się, bo zupełnie  nie mam tego na myśli. Tak naprawdę dopiero podróże uświadomiły mi jak jestem maleńka, jak daleka jest jeszcze moja droga to pełnej akceptacji tego świata, do jego ras i kultur, do jego różnic i odmienności. Droga do pełnego zrozumienia naszych ludzkich wartości, które powinny być uniwersalne. Droga do wyzbycia się strachu. Tutaj pomaga mi pewne niezwykle mądre zdanie, które kiedyś przeczytałam, a które towarzyszy mi po dziś dzień. A mianowicie: ,,Odwaga, to nie brak strachu, ale pokonywanie własnych słabości właśnie pomimo niego”. Piękne. I prawdziwe.

Dramatyczna walka o życie na Nanga Parbat

Dlaczego piszę o tym wszystkim? Cóż… Dzisiaj nasuwa mi się wiele nostalgicznych myśli i refleksji. W stanie tym tkwię od czasu, gdy podczas telefonicznej rozmowy mój brat wspomniał o dwóch himalaistach, którzy utknęli u stóp dziewiątego co do wielkości ośmoiotysięcznika na świecie – Nanga Parbat. Od tego czasu nieustannie śledzę ich losy.

Polak – Tomek Mackiewicz i Francuzka – Elizabeth Revol – obecnie znajdują się w niezwykle trudnej sytuacji. Utknęli na wysokości 7400 metrów tuż pod kopułą szczytową. Tomasz jest w bardzo złej formie fizycznej cierpiąc na liczne odmrożenia, chorobę wysokościową i tak zwaną ślepotę śnieżną, co nie pozawala mu na dalszą wędrówkę. W związku z tym Francuzka Elizabeth zostawiła go na noc i ruszyła w dół do trzeciego obozu, skąd ma większe szanse na odnalezienie i przeżycie. Od rana trwa akcja ratunkowa w którą zaangażowani są inni Polscy himalaiści będący w trakcie wyprawy na oddalony o 200km w linii prostej od Nanga szczyt K2: Adam Bielecki, Denis Urubko, Jarosław Botor i Piotr Tomala.

Himalaje niezdobyte i plan akcji ratunkowej

Zdobywanie Himalajów w zimie jest ogromnie niebezpieczne. O tym jak trudne jest to wyzwanie świadczyć może sam fakt, że do 2016 roku szczyt Nanga Parbat był niezdobyty zimą.

Akcji ratowania dwójki himalaistów od samego początku towarzyszą liczne problemy. Początkowo nie można było podjąć akcji ratunkowej ze względu na brak środków pieniężnych. Moim zdaniem winna temu jest przede wszystkim lokalizacja masywu i nie mówię tutaj o jego wysokości nad poziomem morza, co jest względem oczywistym. Nanga Parbat znajduje się bowiem na obszarze Kaszmiru w północno-wschodnim Pakistanie. Teren ten od samego początku odzyskania przez Indie niepodległości, a  tym samym i utworzeniu państwa Pakistanu, jest terenem nieprzerwanych walk zbrojnych. Administracyjnie Kaszmir jest terenem należacym do Indii, które bronią go przed inwazją ze strony Pakistanu i Chin. W związku z tym, piękne tereny Kaszmiru są nieprzerwanie objęte działaniami wojennymi.

Miejsce w którym utknęli himalaiści jest podporządkowane terytorium Pakistanu. W tym kraju jedynie wojsko ma prawo do korzystania z terenów powietrznych. Wygląda na to, że armia pakistańska zwęszyła łatwy zarobek i przed podjęciem działań ratunkowych zażądała olbrzymich gwarancji finansowych opiewającyhc na kwotę 50 tys. dolarów. W związku z tym natychmiastowo rozpoczęła się zbiórka funduszy na portalach crowdfundingowych, a gwarancji zapłaty udzieliło także polskie MSZ. Jednak nawet zorganizowana akcja ratunkowa nie gwarantuje, że uda się pomóc himalaistom. O ile do Elizabeth znajdującej się nieco niżej w obozie helikopter może dolecieć, to do Polaka himalaiści-ratownicy prawdopodobnie będą musieli dojść pieszo.

Błąd ludzki i wybór moralny: ratować czy nie ratować?

Teraz chyba cała Polska żyje ich akcją ratunkową. Jedni krytykują, a inni są za.

Ja sama uważam, że są takie sytuacje w życiu, że nie ma na nie w 100% poprawnego i słusznego rozwiązania. Życie nie jest przecież czarno-białe, ale ma wiele odcieni szarości, a co za tym idzie decyzji wiążących się z poświeceniem i moralnym wyborem.

Tylko czy rzeczywiście tak jest w tym wypadku? Największe oburzenie budzi fakt, że akcja ratunkowa organizowana jest – jak to mówią – „za nasze pieniądze”. Wielu mówi, że wspinaczka to przecież hobby, do tego bardzo niebezpieczne; że himalaiści są nieodpowiedzialni; że nieprzygotowani wybierają się z motyką na słońce; że nie powinniśmy ich ratować w takiej sytuacji, bo znaleźli się tam na własne życzenie.

Serio? Pierwsza rzecz, która mi się nasunęła po przeczytaniu tych wszystkich komentarzy w mediach społecznościowych i serwisach informacyjnych, to co trzeba mieć w głowie, aby wejść na neta, prawdopodobnie zalogować się i napisać ‘Nie! Nie ratujcie ich za moje pieniądze!’ Oczywiście można się nie zgadzać z postępowaniem, ale są chyba lepsze sposoby na wyrażenie takiej opinii. Trochę zrozumienia ludzie! I szerszych horyzontów.

Poza tym ani Tomasza, ani Elizabeth nie można nazwać niedoświadczonymi himalaistami. Dla niego to już siódme podejście do zdobycia Nangi, a wcześniej zdobył także najwyższy szczyt Kanady – Mount Logan i położony na granicy Kirgistanu, Kazachstanu i Chin – szczyt Chan Tengri. O Elizabeth znalazłam nieco mniej informacji, ale i dla niej nie było to pierwsze podejście do zdobycia Nanga Parbat. Pierwsze miało miejsce na przełomie 2015 i 2016 roku, także razem z Tomaszem.

Najważniejsze życie człowieka…

Życie człowieka trzeba ratować za wszelką cenę, jeśli tylko pozostaje nadzieja na to, że żyje. Wielu pisze, że to przecież ich własna wina, że znaleźli się w takiej sytuacji, że dobrze wiedzieli na co się piszą wybierając się zimą na zdobywanie Himalajów. No OK. Weźmy pod uwagę, że wpłynął na to błąd ludzki. Ale czy błąd ludzki nie jest wliczony w każde działanie jakie podejmujemy? Czy błąd nie jest nieodłącznym elementem każdego aspektu życia człowieka? Szpitale pełne są ludzi, którzy trafili tam na skutek błędu – swojego bądź cudzego, ale błędu ludzkiego. Czy to oznacza, że mamy nie pomagać takiej poszkodowanej na skutek błędu osobie?

Bardzo mi się spodobał komentarz pewnej dziewczyny na Instagramie, która napisała o polskich Januszach Gór, którzy w klapkach chcą zdobywac Rysy, bez przygotowania, bez wiedzy i bez rozsądku, a zdarza się, że na takie wyprawy chcą zabierać swoje małe dzieci. Czy według powyższej zasady TOPR ma odmówić ratowania tychże Januszy za NASZE PIENIĄDZE? A co, gdy ktoś tonie z własnej winy, bo wypłynął na materacu na pełne morze, gdzie zniosły go fale i nabawił się szoku termicznego? Czy ratownicy mają mu odmówić pomocy, bo przecież to jego wina? Te pytania pozostawiam Wam bez odpowiedzi… I może jeszcze jedno, czy będąc w jakiejś zagrażającej życiu sytuacji spowodowanej własnym błędem nie chcielibyście być ratowani?

Szanse nie są wielkie, ale nadzieja umiera ostatnia…

Czy jest nadzieja na to że himalaiści jeszcze żyją? Podobno szanse są niewielkie, ale przecież nadzieja umiera ostatnia. Ja trzymam za nich kciuki, zarówno za Tomka i Elizabeth, jak i za członków wyprawy na K2, którzy bez wahania zgodzili się pomóc w akcji ratunkowej. A przecież nie musieli. Dzięki Wam za dowód na to, że istnieje w nas jeszcze iskierka dobra!

Mnie samej serce się kraje, kiedy wyobrażę sobie co musi odczuwać ta dwójka himalaistów. Zasypani pod śniegiem na wysokości 7 tys. kilometrów i w temperaturze -50 stopni, cierpiący na liczne odmrożenia i dolegliwości, może już bez nadziei na przeżycie… Co w ogóle musi odczuwać człowiek w tak skrajnych warunkach? Czy to właśnie dla tych uczuć tak wiele ludzi decyduje się na tak wielkie ryzyko? Na przekraczanie własnych możliwości? W takiej sytuacji ja sama zastanawiam się, czy rzeczywiście warto. Ryzykować wszystko. Z drugiej zaś strony myślę sobie, że to właśnie tacy ludzie zmieniali nasz Świat – i nadal to robią. Nieustraszeni podróżnicy odkrywający nowe lądy, odważni kosmonauci lecący na podbój przestworzy, szaleni wizjonerzy i wielcy odkrywcy. Zazwyczaj doceniani już po śmierci…

Rzeczy wielkie w obliczu spraw codziennych

Potrzeba niezwykłej odwagi i bezkompromisowości, aby dokonywać rzeczy wielkich. I wiary w powodzenie naszych przedsięwzięć bez względu na wszystko. Wielu ludzi pyta – a co z rodziną, co z żoną czy mężem himalaisty? Czy owi himalaiści w ogóle nie mają szacunku do rodziny? Nie myślą o tym ile cierpienia przysporzą swoim bliskim, jeśli coś pójdzie nie tak? No tak. Tylko czy rzeczywiście posiadanie rodziny oznacza konieczność zaprzestania realizacji samego siebie? Dla jednego szczytem marzeń może być posada prezesa w jakiejś firmie, a dla innego – zdobycie Korony Ziemi.

I taki mój mały apel już na koniec

Kochani! Bądźmy trochę bardziej otwarci! Niech będzie w nas mniej jadu i nienawiści do drugiego człowieka, a więcej empatii, szacunku i zrozumienia dla wyborów innych ludzi! Pomagajmy bez oglądania się na to co dostaniemy w zamian! Bądźmy więksi i wspanialsi! Codziennie zmieniajmy Naszą Planetę na lepsze miejsce! Dla dobra nas wszystkich.

I trzymajmy kciuki, aby udało się ich uratować.

*Killer Mountain Nanga Parbat, fot. Haris Bin Saqib via Wikimedia Commons

Aktualizacja, niedziela 28 stycznia ’18: Akcja ratunkowa zakończyła się. Adam Bielecki, Denis Urubko, Jarosław Botor i Piotr Tomala przeprowadzili ją w sposób brawurowy. Dystans bez mała dwóch kilometrów, który mieli pokonać w 16 godzin udało im się pokanać w zaledwie osiem! Tym samym pobity został rekord świata we wspinaczce.
Elizabeth Revol została uratowana. Niestety niezwykle trudne warunki pogodowe na Nandze uniemożliwiły dalszą akcję ratunkową i odnalezienie Tomasza, który na zawsze pozostanie na swojej górze…
Ogromny szacunek dla ratowników! Jesteście wspaniali, że dobrowolnie zdecydowaliście się na takie trudy ryzykując własne życie! Bądźcie bezpieczni w dalszej drodze i powodzenia!

A Ty Tomasz spoczywaj w pokoju. R.I.P.


Dziękuję za przeczytanie
PaulaXXX
* * *

Bardzo mnie ciekawi jakie jest Wasze zdanie w tej sprawie.

Dajcie znać w komentarzach 🙂

 

 

 

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

UA-111948896-1