Slow life, czyli jak odnaleźć magię dnia codziennego

Sama już do końca nie wiem jak to jest z tym slow life. Czy to moda, czy po prostu dotarłam do takiego momentu w swoim życiu, że nie mam już ochoty ciągle pędzić. Teraz mam ochotę zwolnić, rozejrzeć dookoła i po prostu cieszyć się z tego gdzie jestem i co robię tu i teraz, a  nie tylko ciągle trwać w oczekiwaniu na to coś wspaniałego co ma nadejść.

Mam wrażenie, że nauka doceniania małych przyjemności i cieszenia się chwilą obecna jest moją lekcją życia. Nie jest to sprawa łatwa, ale tylko w taki sposób możemy nauczyć się jak być szczęśliwym człowiekiem.

Życie w obecnym świecie  jest dużo szybsze niż było jeszcze kilkadziesiąt, ba! nawet kilkanaście lat temu. Jesteśmy obarczeni coraz większą ilością obowiązków jednocześnie pracując, studiując, podróżując, prowadząc dom i realizując swoje pasje. Ze wszystkich stron bombardowani jesteśmy informacjami, które zalewają nasze biedne mózgi, a każda skradziona chwila przyjemności wywołuje poczucie winy. Mamy przecież rachunki do zapłacenia, artykuły do napisania, przygotowanie prezentacji na ważne spotkanie, do tego siłownia, wieczorne lekcje języka hiszpańskiego i ugotowanie obiadu na jutro, bo przecież jeść też trzeba! Często więc mocą kompromisu robimy kilka rzeczy na raz tak naprawdę nie celebrując żadnej. Z utęsknieniem czekamy na czasy kiedy będzie łatwej, lepiej i przyjemniej.

Ja mówię temu STOP!

Prawdziwe życie jest tutaj i teraz. Niezwykle ważne jest docenianie każdego momentu życia i cieszenia się chwilą obecną bez wybiegania w przyszłość w oczekiwaniu na lepsze, bardziej pomyślne czasy.

Slow life receptą na trudy życia codziennego

Po latach pędzenia do przodu z niewyobrażalną szybkością, wszechogarniającej globalizacji i uniformizacji przyszedł taki czas, kiedy zachłysnęliśmy się ideą makdonaldyzacji i po prostu bylejakością. Przestaliśmy słać zachwyty dla papierowych kubków Starbucks’s doceniając małe, przytulne kawiarnie z babcinymi filiżankami. Sztucznie przetworzoną żywność coraz częściej zamieniamy na pięknie podany i kolorowy obiad smakujący jak ten u mamy. Tak, to właśnie ten jakże popularny ostatnio slow life, chociaż mnie na usta ciśnie się pojęcie normalności. Jednak tak daleko zaszliśmy w procesie udziwniania i przyspieszania naszego życia, że nawet dla normalności musieliśmy znaleźć jakąś ładną, chwytliwą nazwę by mogła być zaakceptowana. Cóż, muszę przyznać, że mnie idea ta bardzo przypadła mi do gustu.

Pojęcie slow life narodziło się w Norwegii wraz z powołaniem w 1999 roku przez Geira Berthelsena Światowego Instytutu Powolności. Organizacja ta miała przeciwstawiać się światowej globalizacji i uniformizacji.

Wracając do ideai slow life jako recepty na codzienne problemy, nie myślcie sobie, że istnieje jeden złoty środek. Slow life to raczej zespół działań, które wdrażane dzień po dniu potrafią odmienić życie na lepsze i sprawić, by każdy kolejny dzień był coraz piękniejszy.

Planowanie zadań codziennych i niecodziennych

Muszę zacząć od tego punktu, bo dzięki niemu łatwiej jest wdrożyć kolejne. Kiedyś spotkałam sie z przyrównaniem nas do działania procesora komputera. Kiedy komputer ma otwartych wiele programów i podstron, pamięć RAM się zapełnia, a działanie spowalnia. Kiedy jednak dane zostają zapisana ne twardym dysku, zwalnia się część pamięci RAM i komputer przyspiesza. Podobnie jest z naszą pamięcią. Kiedy mamy w niej wiele rzeczy do pamiętania, nasz mózg działa dużo wolniej, a my jesteśmy zestresowani tym, że o czymś zapomniemy i ostatecznie działamy dużo mniej efektywnie, niż mamy możliwość.

Dlatego też warto jest wszystko zapisywać!

Nie mam tu na myśli drobiazgowego planowania i rozpisywania każdej czynności którą robimy codziennie, rozplanowanej na poszczególne dni, tygodnie i miesiące. Przynajmniej w moim wypadku nie do końca to zadziałało. Nigdy nie pamiętałam, aby zaglądać do swojego kalendarza, często też zdarzało mi się zapomnieć coś zapisać.

Odkryłam za to inną, dwukartkową metodę. Na jednej kartce papieru zapisuję wszystkie jednorazowe rzeczy jakie mam do zrobienia. Wizytę u dentysty, rachunki do zapłacenia, bilety do zarezerwowania. Co jakiś czas na nią zerkam i te rzeczy, które juz zrobiłam wykreślam do momentu, aż zrobię je wszystkie. Na drugiej kartce zapisuję zaś wszystkie powtarzające się czynności jak nauka języków, gra na instrumentach, siłowna, pisanie, i tak dalej. Dzięki temu nie mam ciągłego poczucia, że muszę coś zrobić lub gdzieś iść, a które towarzyszyło mi wcześniej bez przerwy.

Zakładając że codziennie zrobimy jedną rzecz z listy krótkich rzeczy i jedną rzecz z listy długich, zobaczycie jak szybko się ze wszystkim uporacie! Ja zazwyczaj też zostawiam sobie taki dzień, w którym nie mam żadnych zadań, jedynie takie, na które mi przyjdzie ochota. Warto jest zarezerwować swój czas na odpoczynek!

Pozbyć się z życia bylejakości

Ważne jest to, aby nauczyć się żyć chwilą i doceniać małe momenty. Cepłe promienie słońca otulające naszą twarz w drodze do pracy, śpiew ptaków, błękit nieba, soczystą zieleń liści na drzewach. Piękne rzeczy i chwile są wszędzie wokół nas, musimy się tylko nauczyć je dostrzegać. Nawet te zwykłe, rutynowe czynności powinniśmy wykonywać świadomie.

Zamiast jeść lunch przed komputerem czy telewizore wpatrzeni w ekran, spakujmy wszystko i idźmy na piknik do parku. Najlepiej razem z bliskimi czy przyjaciółmi. Wypijmy kawę ze swojego ulubionej filiżanki, a nie z wyszczerbionego kubka. Gotujmy też slow food! Zamiast odgrzewać gotowe danie w mikrofalówce czy pochłonąć kolejny fast food, zróbmy coś pysznego i kolorowego ze sprawdzonych slkładników i koniecznie pięknie podajmy to na ładnym talerzu ozdobionym sosem i zielonym listkiem pietruszki.

Odnaleźć balans emocjnalny

Czasem gdy jestem czymś zestresowana lubie po prostu wyjść na zewnątrz, odetchnąć świeżym powietrzem spojrzeć w błękit nieba i pomyśleć, że przecież jesteśmy tacy maleńcy w całym wszchświecie. Nasze problemy są naprawdę mikroskopijne. Działa to najlepiej wieczorem, kiedy nocny atłas nieba usiany jest tysiącem gwiazd. Jeśli pomyślicie teraz, że przecież to w żaden sposób nie pomoże mi rozwiązać problemu z którym się właśnie borykam.

Nie macie racji! Często nie potrafimy proadzić sobie z jakimś problemem własnie dlatego, że za bardzo się na nim skupiamy tracąc ostrość widzenia. Ważne jest, aby zachować zdrowy balans nie pozwalająć stresowi i złym emocjom zdominować nasze życie. Natomiast kontrolując je, będziemy mogli rozwinąć skrzydła i żyć pełnią życia.

Znaleźć czas na swoje pasje

Może to byc doprawdy cokolwiek! Rysowanie, gra na jakimś instrumencie, uprawa ogródka, robienie na drutach, decoupage. Ważne jest, by mieć coś takiego w swoim życiu, czego robiene sprawia nam przyjemność i pozwala na oderwanie się od otaczającej rzeczywistści.

Pozwalać sobie na małe przyjemności

Może jakieś pyszne ciastko na które zawsze mieliście ochotę, no ale przecież to tyle kalorii?! Może nowa sukienka, której przecież nie potrzebuję, bo mam trzy inne w szafie? Może bilety na jakiś fajny koncert, na który zawsze mieliście ochotę się wybrać? Weźcie kąpiel z bąbelkami, otwórzcie butelkę wina, włączcie relaksującą muzykę w tle. Kupcie kwiaty! Dla siebie, albo dla bliskiej ochoty.

Ja sama wychodzę z założenia, że oszczędność oszczędnościa, ale żyjemu tu i teraz! Nie ma co oczekiwać na moment, że kiedy już zarobimy wystarczająca ilość pieniędzy i będziemy mogli je wydać. Nigdy nie wiadomo co przyniesie przyszłość, a takie małe przyjomności nie kosztują wiele.

 

***
Jakie są Wasze sposoby na małe przyjemności? Czy w swoim codziennym życiu staracie się wprowadzać zasady slow life?

 


Dzięki za przeczytanie!
Paula

 

 

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

UA-111948896-1