Podróż przez andaluzyjskie wzgórza, pożegnanie Marbelli i o tym jak nie śpieszyć się powoli

Ten dzień miał być jednym z tych dokładnie zaplanowanych dni. Dniem pełnym szwajcarskiej punktualności i niemieckiej precyzji. Zaplanowanym absolutnie idealnie. Bez błędu i bez pośpiechu.

Zapomnieliśmy tylko o jednej rzeczy: w takiej sytuacji należy wziąć pod uwagę uwarunkowania genetyczne. Pod tym względem raczej daleko nam do szwajcarskiej puntualności. Na pewno już bliżej do hiszpańsko-włoskiej fantazji. Zobaczcie sami jak pomimo planowania i szczerych chęci znów udało nam śpieszyć się powoli. Przez to o mały włos i spóźnilibyśmy się na autobus do Madrytu i nie doświadczyli uroków podróży przez andaluzyjskie wzgórza.

Więcej o podróżach po Hiszpanii:

♥  Hiszpania: Marbella i Puerto Banús, czyli odkrywanie perełek Andaluzji

♥  Hiszpańskie przygody: Co warto zobaczyć w Maladze

♥  Hiszpańskie przygody: Picasso w Maladze, Andy Warhol i sztuka ulicy

Pięknego dnia początki

Rano wstaliśmy wypoczęci i zrelaksowani. Czekała nas kolejna przygoda i kolejna podróż: tym razem z Marbelli do Madrytu. Podróż przez andaluzyjskie wzgórza południowej Hiszpanii.

Autobus mieliśmy zarezerwowany, bilety kupione wcześniej przez aplikację Bus Bud. Wszystko było dokładnie zaplanowane i przygotowane tak dobrze, jak tylko mogło być. No, w naszych dość spontanicznych standardach ;).

Nie wiem jak Wy, ale ja zwyczajnie uwielbiam samą czynność podróżowania! Bycie w pociągu śpieszącym przez zielone pola, albo autobusie zmierzającym wzdłuż błękitnej linii wybrzerza to dla mnie czysta przyjemność! Sam fakt przemieszczania się mnie uszczęśliwia. Mając przed sobą perspektywę tej pięknej długiej, bo prawie 6-cio godzinnej podróży, radośnie wysączyliśmy po kubku herbaty i wyruszyli nad morze, by zażyć ostatniej morskiej kąpieli. Wcześniej sprawdziliśmy rozkład autobusów dojeżdżających do stacji autobusowej Marbella, by mieć pewność, że będziemy na czas. Tak przezornie, by nie dać się oszukać minutom płynącym dużo szybciej przy dobrej zabawie.

Po kąpieli przyszedł czas na lunch w maleńkiej restaurcaji. Skuszeni menu zamówiliśmy kurczaka i sałatkę. Było też wino, które sączyliśmy kropelka po kropelce. Kropelka z kropelką łączyły się w większe kropelki, większe kropelki łączyły się w jeszcze większe kropelki. Było przepiękne słoneczne popołudnie. Jedno z tych leniwych popołudni, kiedy wystarczy zmrużyć oczy by świat zalał się ogniście pomarańczową barwą i ciepłem.

Kiedy dopada cię złe przeczucie

Nagle coś mnie tknęło. Jakieś straszliwe przeczucie rzuciło cień na ten idealny moment. Zerknęłam na zegarek i poczułam motyle w brzuchu. Mamy godzinę do autobusu!

Tylko spokojnie.

No dobrze, nie będziemy się tułać miejskim autobusem. Zresztą jego trasa biegnie na około i dojazd do stacji zajmie więcej niż dojście piechotą. No okej, ale przecież nie będziemy iść w taki gorący dzień z ciężkimi plecakami! W pierwszy dzień i owszem, daliśmy radę, ale też i nie śpieszyliśmy się zbytnio. Tym razem jest inaczej.

Zamówimy taksówkę.

Próbujemy, próbujemy i nic! Okazało się, że aplikacja my taxi której z takim powodzeniem używaliśmy w Maladze, w Marbelli nie działa!

Poczułam jak krew mrozi się w moich winem ogrzanych żyłach. Matko i córko! Mamy 40 minut do autobusu, który ma zabrać nas do Madrytu. Te autobusy są tylko dwa na dzień! Od stacji Marbella dzieliło nas pół godziny drogi piechotą.

W końcu, kiedy już udało nam się znaleźć wolną taksówkę,  rezerwację odwołano…

35 minut do ozjazdu autobusu…

Cóż zrobić! Pochłaniamy resztkę kurczaka i frytek, kończymy wino. Zarzucamy na ramiona cieżkie plecaki i ruszamy. Na pewno po drodze uda się złapać jakąś lokalną taksówę.

30 minut to odjazdu autobusu…

Skwar leje się z nieba. Słońce przypala nasze ramiona, wiatr kusi się o mój ukochany kapelusz, który przytrzymuję dłoną. Pot zalewa oczy i czoło. Ramiączka plecaka wrzynają sie w skórę. Taksówek ani widu ani słychu.

20 minut do odjazdu autobusu, a my jesteśmy 25 minut drogi od stacji! To już nie są żarty. Następny autobus jest dopiero jutro rano. Biegniemy. Serca walą nam jak szalone, czoła są gorące i pełne paniki. Wiara nas odstępuje. Mnie na pewno. Przed oczami przwija mi się wizja nas siedzących nocą na stacji, albo śpiących z głowami na plecakach gdzieś na ławce w parku. Nie no, może uda nam się znaleźć jakiś nocleg na tę jedną noc. Biegnąc traciłam oddech. Zostałam w tyle.

Nie można się poddawać! Nie teraz! Już tak blisko! Może jednak sie uda!

Dzięki bogu wiara mojego mężczyzny jest silniejasza od mojej. Wyprzedził mnie sporo pędząc na stację w stronę autobusu. Autobus odjeżdża! Matko jedyna! Toż Ci on a rzuca się w jego stronę rozpaczliwie. Kierowca zauważa. Lituje się, zatrzymuje autobus i otwiera drzwi. Przeraża się widząc czerwoną twarz i pot strużkami lejący się z czoła.

Dobiegam ja. Hurra, zdążyliśmy! Niemożliwe nie istnieje!

Kierowca nic nie mówi, tylko jego oczy robią się wielkie jak pięć złotych. Zaniemówił. Otwiera już tylko bagażnik i nawet nie pytając o bilet wpuszcza nas do środka.

Siadamy i wycieramy spocone czoła. Łapiemy oddech. Udało się! Rozpoczyanamy naszą podróż do Madrytu 🙂

***

Jak widziecie, początek wyprawy do Madrytu nie był idealny. Muszę jednak przyznać, że warto było wybrać się autobusem zamiast samalotu. Andaluzyjskie wzgórza są przepiękne i widoki, które mieliśmy za oknem wynagordziły nam wszystkie trudy!

Andaluzja to przepiękny region, położony pomiędzy wzgórzami Sierra Morena i Sierra Blanca. Pełen jest zielonych dolin i winnic. Błękitnych wzgórz i skalistych zboczy z rozsianymi tu i ówdzie białymi domkami.

Jeśli macie możliwość koniecznie wybierzcie się w podróż przez wzgórza Andaluzji, najlepiej samochodem jeśli tylko macie taką możliwość! I nie śpieszcie się powoli 🙂


Dzięki za przeczytanie!
Paula

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

UA-111948896-1